Serdecznie witam i o zdrowie pytam

Witam,
mam nadzieję, że miło spędzisz tu czas i jeszcze kiedyś mnie odwiedzisz.

czwartek, 13 stycznia 2011

Domowy chlebek

Nareszcie! Już od dawna miałam ogromną ochotę na własnoręcznie upieczony chlebek. Tylko jak się do tego zabrać? Pieczenie chleba zawsze wydawało mi się sztuką wielce trudną i wysoce skomplikowaną. A to takie proste! W poniedziałek dostałam zaczyn. Oczywiście można go zrobić samemu, ale taki darowany, pielęgnowany od dłuższego czasu i przekazywany bliskim osobom jest wyjątkowo wyjątkowy ;)
Nic, tylko zabrać się do roboty i cierpliwie czekać (a jak niektórym wiadomo, cierpliwość nie jest moją najmocniejszą cechą). Ale, jakoś się udało, a wyglądało to tak (no,może nie do końca tak, bo fotki wyszły jakieś takie blade i w niebieskawym odcieniu):


Ciasto już wyrobione, dokładnie uklepane w formach.


Wyrośnięte, po 8! godzinach - trening cierpliwości doskonały.


Gotowy :) do schrupania :D

wtorek, 2 listopada 2010

.....

Kiedyś, w czasach liceum, miałyśmy razem z moją przyjaciółką ksywkę PZU (pierdolnięte zawsze uśmiechnięte - dla niewtajemniczonych). Pytane, dlaczego zawsze jesteśmy takie uśmiechnięte, wesołe, roześmiane... odpowiadałyśmy, że jakie mamy być skoro mamy dwie ręce, dwie nogi, możemy biegać, śmiać się, nie doskwiera nam ani zimno, ani głód i mamy całe życie przed sobą. Ewa, pamiętasz to jeszcze? Bo ja gdzieś po drodze chyba zapomniałam, pogubiłam parę istotnych spraw. Uświadamiając sobie, w dość brutalny sposób, że wcale nie musi być dobrze (to też często powtarzałyśmy, że musi być dobrze), a gdy robi się źle, wcale nie musi być lepiej zapomniałam, że "nie musi" nie jest równoważne z "nie może". Przecież może, prawda? Więc... póki jest czas na zmiany i poprawy, nie warto go marnować. Póki można działać, trzeba działać. Trzeba docenić każdą chwilę i każdy dany czas.W końcu nie wiemy, kiedy się skończy, a ta niewiedza jest wielkim darem...

piątek, 15 października 2010

Dom jabłkami pachnący :)

Tu jabłuszka pływają w kompocie, tam duszą się w ogromnym garnku, jaszcze gdzie indziej ucztują ze świeżo upieczony ciastem :) A na kolację, co drugi dzień, placuszki z jabłkami. Pyyysznooości! I choć festiwal jabłkowy trwa, wcale nie mamy ich dość. Często słyszę: "mamusiu, ja chcę placuszki z jabłuszkiem", "mamusiu, obierz mi jabłuszko". Więc obieram, a co! Jabłuszka samo zdrowie. Zwłaszcza takie ekologiczne, z własnych jabłonek, na własnym kawałku ziemi wyrośniętych.
Obieranie praca żmudna i czasochłonna, bo co i rusz, jakiś kawałek jabłuszka, w tajemniczy sposób z garnka ucieka i... znika w małych, rozradowanych słodkością usteczkach. A nad tymi usteczkami nosek maleńki, woń jabłek i cynamonu wdycha. Mmm, jakież piękne zapachy u nas zagościły. I radość jabłkowa nastała, bo takie jabłuszka to nie lada uczta dla noska, buzi i brzuszka.
:)

niedziela, 3 października 2010

bez tytułu

powiedz mi, kim jestem?
pogubiłam się z deszczem
błądzę wśród kałuży...

warkocze mi ciągle mokną
co je wiatrem osuszę
deszcz moczy
... i znów suszyć muszę

nadciąga kolejna ulewa
już słyszę
tylko dla mnie śpiewa
do tańca porywa choć nie chcę
i szepcze: dziś zechcesz, dziś zechcesz...

piątek, 23 lipca 2010

Konsternacja

Dziś po raz kolejny Zosieńka upierała się, że Marek (jej wujek) to jej tata. Na nic zdają się tłumaczenia, że to tata Kasperka. Jej też i już. Kropka. Nie denerwuje się, nie złości tylko z wielkim naciskiem i pełną stanowczością powtarza "Zosi też". Eh, ileż razy próbowałam jej wyjaśnić... bezskutecznie. Raz nawet wzięła moją twarz w swoje małe rączki i powiedziała patrząc mi prosto w oczy " tatuaż to tatuaż" (nietrudno się domyślić, kogo tak nazywa).
Dzisiaj już nawet nie próbowałam ciągnąć tematu, bo gdy Kasperek krzyknął "nie, to mój tata" odpowiedziała bardzo smutnym głosem, patrząc gdzieś w podłogę "nie mów tak, Zosi też". A wszystko zaczęło się od tego, że siedziała na łóżku i bawiła się z wirtualnym tatą w "tatuś zaraz przyjdzie". Usłyszał to Kaspi i zapytał: "twój tata zaraz przyjdzie?" A Zosia na to "tak, Marek zaraz przyjdzie z pracy"...
Główny zainteresowany też często bywa zakłopotany, bo Zosieńka zwraca się do niego po imieniu lub "tata".
Ile można powtarzać coś, co postawy nie zmienia, za to co bardzo smuci :/
A mi serce krwawi i rozpada się na tysiące kawałeczków :(

Biologiczny natomiast... z alimentami zalega, znowu. Mimo, że obiecał zapłacić poprzednie zaległe i "bieżące" zaległe do piątku (widać w mniemaniu niektórych, dzieci nie jedzą, nie piją, nie używają środków higienicznych, ubrań, obuwia... nie wspominając o zużyciu wody i prądu, czy zwykłych przyjemnościach i udogodnieniach życia; a może dostają wszytko w gratisie?). Do kredytu na mieszkanie nie dokłada, choć zobowiązał się wziąć go na siebie (w końcu podpisując umowę był z inną, więc po co kredyt i mieszkanie ze mną?). Dziecko odwiedza raz na dwa tygodnie, chyba, że trafi się coś ciekawszego do zrobienia, np.wycieczka rowerowa, której nie można zorganizować we wcześniejszą lub późniejszą niedzielę, tylko właśnie w tą, która miała być przeznaczona dla dziecka...

czwartek, 22 lipca 2010

Wierszem powiedziane ;)

Jeszcze troszkę jej się czasem pomyli, a czasem pominie jakiś wyraz lub nieco pomiesza kolejność, ale... sama z siebie zabawia się mówieniem wierszyków z pokazywaniem. "Tu, tu, tu kokoszka" i "Murzynek malutki" to jej ulubione. Śpiewać też lubi, najlepiej jeśli przy okazji można zatańczyć, niekoniecznie przed publicznością. Przy różnych okazjach podśpiewuje ukochaną "Ta Dorotka" i kilka innych bliskich jej maleńkiemu serduszku "Wlazł kotek...", "Panie Janie", " Stary niedźwiedź..." :) Chyba niezły repertuar, jak na Królewnę, która 22 dni temu skończyła 2 latka :D
A czasem sama wymyśla piosenki. Te własne wyśpiewuje najgłośniej, na całe gardło, wzbudzając sensacje wśród przygodnych słuchaczy. Podczas naszych króciutkich wakacji zachwyciła pewną starszą panią, plażującą tuż koło nas nad jeziorkiem. Zosieńka, aby urozmaicić sobie czas ubierania się po kąpieli, wymyślała na poczekaniu i śpiewała piosenkę o komarze. Co prawda rymu ciężko w niej się było doszukać, ale za to jaki temat na czasie! Pioseneczka opowiadała o komarze, który siedział na łopacie, chciał ugryźć Zosię, ale ona się go nie boi, bo ma płyn na komary i robi nim psik, psik :)))