Serdecznie witam i o zdrowie pytam

Witam,
mam nadzieję, że miło spędzisz tu czas i jeszcze kiedyś mnie odwiedzisz.

wtorek, 8 lutego 2011

Śmieszne buły

Już od jakiegoś czasu przeglądam i śledzę zawartość pewnego wyjątkowego bloga http://pracowniawypiekow.blogspot.com/
i wprost nie mogę wyjść z podziwu (i zachwytu) - ileż pyszności można upiec w domu.
Mimo, że nie jestem zwolenniczką pieczywa na drożdżach, dziś postanowiłam takowe powołać do życia we własnej kuchni. Ale, w końcu chyba każdy ma czasem ochotę na białą, świeżą bułeczkę, prawda? Zwłaszcza dzieciaki,które chyba od dawien dawna uwielbiają zapychać się bułami. Urokowi tych bułeczek nie można się oprzeć, choć to tak naprawdę najzwyklejsze w świecie "kajzerki".
A dzieci wsuwają je nie tylko buzią, ale i oczami :) Ba, oczami nawet chyba dzielniej, bo brzuszek przyjmuje ograniczone ilości. 




czwartek, 13 stycznia 2011

Domowy chlebek

Nareszcie! Już od dawna miałam ogromną ochotę na własnoręcznie upieczony chlebek. Tylko jak się do tego zabrać? Pieczenie chleba zawsze wydawało mi się sztuką wielce trudną i wysoce skomplikowaną. A to takie proste! W poniedziałek dostałam zaczyn. Oczywiście można go zrobić samemu, ale taki darowany, pielęgnowany od dłuższego czasu i przekazywany bliskim osobom jest wyjątkowo wyjątkowy ;)
Nic, tylko zabrać się do roboty i cierpliwie czekać (a jak niektórym wiadomo, cierpliwość nie jest moją najmocniejszą cechą). Ale, jakoś się udało, a wyglądało to tak (no,może nie do końca tak, bo fotki wyszły jakieś takie blade i w niebieskawym odcieniu):


Ciasto już wyrobione, dokładnie uklepane w formach.


Wyrośnięte, po 8! godzinach - trening cierpliwości doskonały.


Gotowy :) do schrupania :D

wtorek, 2 listopada 2010

.....

Kiedyś, w czasach liceum, miałyśmy razem z moją przyjaciółką ksywkę PZU (pierdolnięte zawsze uśmiechnięte - dla niewtajemniczonych). Pytane, dlaczego zawsze jesteśmy takie uśmiechnięte, wesołe, roześmiane... odpowiadałyśmy, że jakie mamy być skoro mamy dwie ręce, dwie nogi, możemy biegać, śmiać się, nie doskwiera nam ani zimno, ani głód i mamy całe życie przed sobą. Ewa, pamiętasz to jeszcze? Bo ja gdzieś po drodze chyba zapomniałam, pogubiłam parę istotnych spraw. Uświadamiając sobie, w dość brutalny sposób, że wcale nie musi być dobrze (to też często powtarzałyśmy, że musi być dobrze), a gdy robi się źle, wcale nie musi być lepiej zapomniałam, że "nie musi" nie jest równoważne z "nie może". Przecież może, prawda? Więc... póki jest czas na zmiany i poprawy, nie warto go marnować. Póki można działać, trzeba działać. Trzeba docenić każdą chwilę i każdy dany czas.W końcu nie wiemy, kiedy się skończy, a ta niewiedza jest wielkim darem...

piątek, 15 października 2010

Dom jabłkami pachnący :)

Tu jabłuszka pływają w kompocie, tam duszą się w ogromnym garnku, jaszcze gdzie indziej ucztują ze świeżo upieczony ciastem :) A na kolację, co drugi dzień, placuszki z jabłkami. Pyyysznooości! I choć festiwal jabłkowy trwa, wcale nie mamy ich dość. Często słyszę: "mamusiu, ja chcę placuszki z jabłuszkiem", "mamusiu, obierz mi jabłuszko". Więc obieram, a co! Jabłuszka samo zdrowie. Zwłaszcza takie ekologiczne, z własnych jabłonek, na własnym kawałku ziemi wyrośniętych.
Obieranie praca żmudna i czasochłonna, bo co i rusz, jakiś kawałek jabłuszka, w tajemniczy sposób z garnka ucieka i... znika w małych, rozradowanych słodkością usteczkach. A nad tymi usteczkami nosek maleńki, woń jabłek i cynamonu wdycha. Mmm, jakież piękne zapachy u nas zagościły. I radość jabłkowa nastała, bo takie jabłuszka to nie lada uczta dla noska, buzi i brzuszka.
:)

niedziela, 3 października 2010

bez tytułu

powiedz mi, kim jestem?
pogubiłam się z deszczem
błądzę wśród kałuży...

warkocze mi ciągle mokną
co je wiatrem osuszę
deszcz moczy
... i znów suszyć muszę

nadciąga kolejna ulewa
już słyszę
tylko dla mnie śpiewa
do tańca porywa choć nie chcę
i szepcze: dziś zechcesz, dziś zechcesz...